Znalazł dostawcę, uzgodnił warunki i wysłał już pierwszą płatność. Zanim poszła kolejna, większa, poprosił nas o sprawdzenie, z kim właściwie ma do czynienia. Struktura własności nie zgadzała się z tym, co mu opowiedziano.
Sprawa jest zanonimizowana. Nazwy, liczby, jurysdykcje i szczegóły identyfikujące zostały zmienione lub zamaskowane, aby chronić poufność klienta. Opisuje ona strukturę i wynik rzeczywistej pracy due diligence Argus, a nie pojedynczego, możliwego do zidentyfikowania klienta.
Przedsiębiorca z Tbilisi prowadzi mały biznes importowy. Ukraińskiego dostawcę znalazł w internecie, cena mu odpowiadała, a strona wyglądała wiarygodnie. Pierwsza faktura była już opłacona. Kolejne zamówienie było większe, rzędu sześciu cyfr, z pełną przedpłatą przed wysyłką.
Przez telefon firma unikała odpowiedzi na pytanie, kto jest jej właścicielem, i to zaniepokoiło go na tyle, żeby się zatrzymać. Przysłał nam nazwę firmy i jedno pytanie:
Tyle wystarczy, żeby zacząć. Nazwa, kraj i projekt umowy.
Każdy fakt poniżej został zweryfikowany krzyżowo w kilku niezależnych źródłach. Raport daje interpretację i werdykt, a nie surowe dane do rozszyfrowania.
Na papierze dostawca wyglądał na niezależną ukraińską firmę z lokalnym właścicielem. Nie był nią. Kontrola prowadziła przez holding pośredniczący zarejestrowany w jurysdykcji tranzytowej — warstwa, o której firma nigdy nie wspomniała i której sam lokalny rejestr by nie pokazał. Osoba, z którą przedsiębiorca sądził, że robi interesy, w rzeczywistości nie kontrolowała tego biznesu.
Przedsiębiorca nie zerwał rozmów w ciemno. Wrócił do dostawcy z pytaniami, które podpowiedział mu raport: dowód na magazyn, wyjaśnienie struktury własności i płatność w transzach powiązana z dostawą. Dostawca nie zgodził się na nic z tego. Odszedł od transakcji i zachował pieniądze.
Poniżej $400 wobec $120 000 ekspozycji. Taką wymianę oferuje due diligence.
Prześlij nam nazwę firmy lub osoby, a wrócimy z zakresem, ceną i terminem. Bez rejestracji, bez zobowiązań.